Get Adobe Flash player

spółdzielnia mieszkaniowa „osiedle zacisze”

Odwodnienie – Nr 18 (332)

Dwa lata temu Zarząd SM „Osiedle Zacisze”, w składzie Jacek Liebert, Michał Starzewski i Julita Złotek przy pomocy Andrzeja Woźniaka z firmy Well Bud, przystąpił do odwodnienia naszego Osiedla. W protokóle Zarządu z dnia 28/7 i 4/8/2016 r. czytamy, że pan Woźniak omówił sprawę odwodnienia Osiedla (…), a następnie przystąpiono do realizacji prac odwodnieniowych.

Oto jaki mamy efekt po dwóch latach realizacji tych prac – zdjęcia zostały wykonane 25/6/2018 r.


Urządzenia ściekowe nie działają, ponieważ Well Bud ich nie wkopał do gruntu.

KONKLUZJA: Zarząd wydał mnóstwo pieniędzy na rzekome odwodnienie!

EFEKT: jest tak jak było.

No cóż, po raz kolejny zmarnowano pieniądze spółdzielców.

Czy tym razem odwołany Zarząd poniesie odpowiedzialność za niegospodarność?

To wszystko zależy od Rady Nadzorczej i nowego Zarządu.

Czarek Meszyński


W UZUPEŁNIENIU POWYŻSZEGO WPISU

Z rozmowy telefonicznej z Panem Andrzejem Woźniakiem z Well Bud wynika, że odwodnienie Osiedla zostało podzielone na trzy etapy. Pierwsze dwa etapy zostały zrealizowane, natomiast na trzeci etap Zarząd nie wystawił zlecenia i dlatego urządzenia ściekowe nie zostały wkopane.

Czarek Meszyński

Lubię to!(13)Nie lubię tego!(0)

Pełnomocnictwo dla wtajemniczonych – Nr 15 (329)

W późnych godzinach wieczornych 25 kwietnia 2018 r. ukazała się informacja na stronie internetowej  SM „Osiedle Zacisze”, że w zakładce „DO POBRANIA” zamieszczony jest wzór pełnomocnictwa.

Informacja ta zostałą umieszczona na niecałe 24 godziny przed Walnym Zgromadzeniem zwołanym na dzień 26 kwietnia 2018 r.

Na Walne, które odbyło się na sąsiedniej ulicy w Centrum Formacji Misyjnej, przybyła armia prezesa uzbrojona w pełnomocnictwa, by nie dopuścić do odwołania Zarządu. No i udało się, Zarząd póki co się ostał. Było to jednak Purrysowe Zwycięstwo osiągnięte nadmiernym kosztem. Na Walne przybyła spora liczba spółdzielców, która od kilku lat w nich nie uczestniczyła, ale za to miała pełnomocnictwa i głosowała na dwie ręce. To był rozpaczliwy ruch Zarządu, albowiem ostatnie cztery Walne to była prawdziwa trauma dla Lieberta i Starzewskiego: na jednym z nich trzeba było zarządzić dwutygodniową przerwę, ponieważ Zarząd nie potrafił wytłumaczyć proponowanych zmian do Statutu, drugie się nie odbyło, bo Zarząd nie wyłożył dokumentów na czas, zaś kolejne dwa były pod kontrolą członków niezadowolonych z poczynań tych dwóch dżentelmenów.

Głosowanie nad udzieleniem absolutorium prezesowi Jackowi Liebertowi i wiceprezesowi Michałowi Starzewskiemu miało następujący rozkład:

  • 39 głosów za udzieleniem absolutorium J. Liebertowi i 26 głosów przeciw,
  • 41 głosów za udzieleniem absolutorium M. Starzewskiemu i 25 głosów przeciw.

A to oznacza tylko jedno, że w „normalnym” głosowaniu tj. bez pełnomocnictw Liebert/Starzewski by nie otrzymali absolutorium, ponieważ prawie wszyscy, którzy głosowali „za” posiadali pełnomocnictwa i głosowali na dwie ręce. Na następne WZ, które powinno się odbyć do końca czerwca br. antagoniści obecnego Zarządu przybędą również z pełnomocnictwami. Ale czy takie Walne zostanie zwołane przez Zarząd? Wszystko jest możliwe w SM „Osiedle Zacisze”, gdyż 26/4/2018 r. zatwierdzaliśmy sprawozdanie finansowe za 2016 r. tj. z rocznym opóźnieniem, więc sprawozdanie za 2017 r. może być zatwierdzane w roku 2019 lub nawet 2020 – wytłumaczenie się zawsze jakieś znajdzie np. „komputer się zaciął”, księgowa zachorowała, salda się nie zgadzają itd..

Podczas głosowania doszło do spektakularnej wpadki tj. prezes Liebert głosował również na dwie ręce jak jego zwolennicy. Spostrzegawczy spółdzielca zauważył ewidentne łamanie prawa, gdyż zgodnie z przepisem zawartym w art. 36 § 5 u.p.s. członek zarządu spółdzielni nie może być pełnomocnikiem na walnym zgromadzeniu. Przywołany przepis był całkowitym zaskoczeniem dla Zarządu, który po raz kolejny wykazał się prawną ignorancją.

Jedną z fundamentalnych zasad spółdzielczości jest to, że prawa i obowiązki wynikających z członkostwa w spółdzielni są dla wszystkich członków równe – art. 18 § 1 u.p.s.

Poinformowanie członków na nie całe 24 godziny przed Walnym o zamieszczonym wzorze pełnomocnictwa było pogwałceniem powyższej zasady. Zarząd podzielił spółdzielców na swoich i nie swoich. Ci swoi, dzięki zazwyczaj „poczcie pantoflowej”, są szczegółowo informowani o oczekiwaniach Zarządu.

Ale czy ta sytuacja się długo utrzyma? Wątpię! Już dziś ok. 50% mieszkańców naszego Osiedla jest niezadowolona z poczynań Lieberta/Starzewskiego i to swoje niezadowolenie coraz wyraźniej artykułuje. Jest to tylko kwestią czasu, kiedy nieudolny Zarząd zostanie odwołany.

Czarek Meszyński

Lubię to!(27)Nie lubię tego!(0)

CZTERECH na JEDNEGO – Nr 10 (324)

Gdy w roku 2014 przygotowałem Analizę Ekonomiczną – Prawną, w której przebadałem dokumenty Spółdzielni (SM „Osiedle Zacisze”) od roku 2007  do 2013 myślałem, że ta praca spotka się z życzliwością organów. Z mojej strony było to naiwne myślenie. Zarząd wraz z Radą Nadzorczą przystąpił do natychmiastowego ataku. Oto sekwencja zdarzeń:

  • 10/6/2014 r. godz. 8:49 wysyłam do członków Zarządu maila wraz z Analizą,
  • 11/6/2014 r. zostało zwołane wspólne posiedzenie Rady Nadzorczej i Zarządu, na którym wydano Oświadczenie podpisane przez 4 członków RN i 3 członków Zarządu. W Oświadczeniu tym czytamy m.in.: „Opracowanie (…) oparte jest na błędnych tezach, co w konsekwencji prowadzi do fałszywych wniosków.” Nie podano żadnych argumentów przemawiających za tym, że tezy są błędne, a wnioski fałszywe. Następnie postraszono mnie art. 212 k.k. (pomówienie) i art. 24 k.c. (naruszenie dóbr osobistych).
  • 17/6/2014 r. na Walnym Zgromadzeniu podczas mojego wystąpienia uporczywie przeszkadzano mi w przedstawianiu faktów, prowokowano i atakowano, a nawet próbowano mi odebrać  głos poprzez złożenie formalnego wniosku o przerwanie dyskusji.

W czym tkwi sedno problemu? Otóż Zarząd wykazał w sprawozdaniu finansowym gigantyczną stratę w wysokości 412 138,60 zł przy uzyskanym przychodzie w roku 2013 r. w wysokości 1 112 350,00 zł. Zgodnie z fundamentalną zasadą obowiązującą w spółdzielniach mieszkaniowych gospodarka jest bezwynikowa tzn. SM nie osiąga ani zysku, ani nie ponosi straty. Reguła ekonomiczna zawarta w art. 6 ust. 1 u.s.m. bilansuje zarówno nadwyżkę kosztów jak i przychodów każdego roku. Nie ma więc możliwości wystąpienia straty w podstawowej działalności spółdzielni jaką jest zarządzanie nieruchomościami.

Z analizy materiału źródłowego wynikało jednoznacznie, że przy wrastającej stracie zwiększały się jednocześnie środki pieniężne na kontach bankowych, co jest niezgodne z podstawowymi ekonomicznymi zasadami. Zarząd nie podjął w tym temacie żadnej merytorycznej dyskusji.

W konsekwencji tego doszło do procesów sądowych. W ciągu czterech lat toczyło się aż 10 spraw sądowych zarówno z mojego powództwa jak ze strony Spółdzielni.

  1. Pozew o uchylenie 4 uchwał WZ,  Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi – sprawa przegrana w pierwszej i drugiej instancji, po uzasadnienie wyroku i będzie wniesiona kasacja; przegrana była konsekwencją nadmiernego zaufania do polskiego wymiaru sprawiedliwości.
  2. Sprzeciw od nakazu zapłaty, Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ – sprawa wygrana w pierwszej instancji, Spółdzielnia wniosła apelację.
  3. Pozew Spółdzielni o naruszenie dóbr osobistych, Sąd Okręgowy w Lublinie oraz Sąd Apelacyjny w Lublinie – sprawa wygrana.
  4. Pozew o uchylenie uchwały Rady Nadzorczej w sprawie wykluczenia mnie z członków Spółdzielni, Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi – sprawa wygrana.
  5. Pozew o uchylenie uchwały WZ w sprawie podziału nadwyżki bilansowej za rok 2015 r., Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi – sprawa wygrana.
  6. Oskarżenie Zarządu wniesione przez Prokuratora Rejonowego w Warszawie w sprawie nie wywiązywania się z ustawowego obowiązku przeprowadzania lustracji, Sąd Rejonowy – sprawa wygrana. 
  7. Oskarżenie prywatne członka Zarządu z art. 212 k.k. o pomówienie, Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej / Sąd Rejonowy Warszawa Praga Północ – sprawa wygrana,
  8. Wniosek o wykreślenie z Działu 2, Rubryka 1 – Organ uprawniony do reprezentacji podmiotu Jacka Lieberta, który został powołany przez nieistniejący organ w postaci Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Zacisze” do Zarządu; Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie XIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego – wniosek oddalony, sprawa czeka na skierowanie do Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.
  9. Pozew o uchylenie uchwały WZ w sprawie zmian w statucie, Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi – wniesiona apelacja.
  10. Pozew o uchylenie uchwały RN w sprawie zatwierdzenia planu gospodarczo-finansowego na rok 2016, Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi – wniesiona apelacja.

Na 10 spraw sądowych 6 zostały przez ze mnie wygrane (sprawa o zapłatę została wygrana w pierwszej instancji), 2 są w apelacji, 1 czeka na wniesienie pozwu i 1 została przegrana, ale będzie wniesiona kasacja.

Zarząd Spółdzielni oraz poszczególni członkowie Zarządu wynajęli aż 4 prawników z 3 kancelarii prawnych przeciwko mnie.

Kancelaria Radcy Prawnego                                                      Kancelaria Radcy Prawnego

Radca Pr. Michał Sybilski                                                               Radca Pr. Jarosław Ostrowski

 

Kancelaria ECh§W                                                                       Kancelaria ECh§W

Adw. Olgierd Pogorzelski                                                            Adw. dr Krzysztof Wąsowski       

Ile mogła kosztować ta batalia sądowa członków Spółdzielni?  Według moich szacunków łączny koszt brutto dotychczasowej obsługi prawnej 10 spraw sądowych wraz z kosztami podróży mógł wynieść nawet 70 tys. złotych. Są to tylko szacunki bo Zarząd Spółdzielni nie ujawnia łącznie poniesionych kosztów brutto z tytułu prowadzenia 10 procesów sądowych.

Czy jest to normalne zjawisko, że Zarząd zamiast skorzystać z fachowej wiedzy członka Spółdzielni toczy z nim prawdziwą wojnę sądową? Druga zasada Kodeksu dobrych praktyk spółdzielczych mówi o demokratycznej kontroli członkowskiej. W tej patologicznej Spółdzielni nie pasuje widocznie Zarządowi  jakakolwiek kontrola.

Ostatnie cztery lata mojego życia spędziłem na pisaniu pozwów, odpowiedzi na pozwy, stanowisk do opinii biegłych, apelacje oraz inne pisma procesowe. Na salach sądowych spędziłem kilkadziesiąt godzin. Przejechałem samochodem kilka tysięcy kilometrów. I to wszystko w pojedynkę, bez pełnomocnika. I co z tego mam? Nauczyłem się przepisów prawa, strategii prowadzenia procesów sądowych. Wszystkie ważniejsze procesy były monitorowane przez obserwatorów tj. członków warszawskich spółdzielni mieszkaniowych i nie tylko oraz nagrywane. W trakcie toczących się spraw sądowych zostały ujawnione ważne informacje dotyczące mojej spółdzielni. Wziąłem udział w pracach Parlamentu nad nowelizacją ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Zdobyłem uprawnienia lustratora i audytora.

Mam również satysfakcję, że jako ekonomista stanąłem do sporu sądowego ze znanymi warszawskimi kancelariami prawnymi jak równy z równym i na swoim koncie odniosłem na dzień dzisiejszy 6 ZWYCIĘSTW.

Czarek Meszyński

 

Lubię to!(42)Nie lubię tego!(0)

Bajzel – Nr 9 (323)

Wszystko wskazuje na to, że w mojej spółdzielni panuje niezły bajzel. Niewierzycie? Myślicie, że w instytucji zaufania publicznego jakim jest spółdzielnia mieszkaniowa jest to niemożliwe? Wydaje Wam się że członkowie zarządu ze względu na to, że zarządzają prywatnym majątkiem swoich członków dołożą wszelkich starań by zgodnie z prawem wywiązywać się z powierzonych sobie obowiązków?

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Osiedle Zacisze” ma na swoim koncie kilka przegranych ze mną spraw sądowych. Łączna zasądzona kowta z tytułu kosztów sądowych za tylko trzy sprawy wyniosła 1000 zł. Na moje pismo wzywające do uregulowania kosztów sądowych otrzymałemw następującą odpowiedź.

Pozwolę sobie tym razem pominąć stronę merytoryczną, a skupię się na stronie formalnej. Pismo zostało podpisane w dniu 8 stycznia 2018 r. przez dwóch członków zarządu Jacka Lieberta i Michała Starzewskiego. Jak wynika ze stempla pocztowego list został nadany dopiero 29 stycznia 2018 r. tj. 3 tygodnie (21 dni) od podpisania dokumentu. Odebrałem go 31 stycznia 2018 r.

Widocznie duet Liebert – Starzewski uznali, że skoro biuro spółdzielni znajduje się w piwnicy to dokument jak wino z czasem nabierze mocy i wykiwntnego wyrazu. Toteż oświadczenie podpisane 8 stycznia 2018 r. zalegało w biurze Spółdzielni prze 21 dni. Sprawa o tyle wydaje się dziwna, że z siedziby Spółdzielni przy ul. Wyspowa 19 do agencji pocztowej przy u. Łodygowej 20 jest ok 250 m.

A może ja się mylę i nie chodzi tu wcale o pospolity bajzel w biurze tylko o przemyślaną strategię w postaci antydatowania dokumentu. Jeżeli tak to mamy do czynienia z grubszą sprawą. Należy postawić pytanie czym jest antydatowanie. Jest to opatrzenie dokumentu datą wcześniejszą niż rzeczywista data, w której dany dokument został sporządzony lub podpisany.

Czy antydatowanie jest przestępstwem? W kodeksie karnym nie wyrażono wprost takiego przestępstwa jak antydatowanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że prawo karne stoi na straży wiarygodności dokumentów. Wyrazem tego jest rozdział XXXIV Kodeksu Karnego poświęconego przestępstwom przeciwko wiarygodności dokumentów. Z przepisu art 270  nie wynika jasno, czy antydatowanie wypełnia znamiano fałszerstwa. Żeby to ustalić należy posłużyć się wykładnią i ustalić zakres obowiązywania tego przepisu. Zgodnie z wykładnią jezykową istotą czynu opisanego w art. 270 § 1 k.k. jest podrobienie lub przerobienie dokumentu. Należy stwierdzić, że antydatowanie dokumentu wypełnia znaczenie słowa podrobienia. Bowiem opatrzenie dokumentu datą wszteczną stwarza pozór, że dana czynność prawna została wykonana z datą wcześniejszą. Taki dokument nie jest zatem autentyczny, ponieważ sporządzenie wydarzyło się w innym terminie, niż data na nim podana.

Przepis zawart w art 270 k.k. ma na celu ochronę wiarygodności dokumentów, poprzez zapobieganie ich antydatowaniu i jest zgodna z wykładnią systemową, która stoi na straży pewności i autetyczności obrotu prawnego. Mając powyższe na uwadze należy uznać, że antydatowanie dokumentu wypełnia znamiona fałszowania z art 270 k.k. i jest czynem karalny.

Ale to jeszcze nie koniec historii, a mianowicie dwaj Panowie Liebert i Starzewski dali popis swej znajomości prawa spółdzielczego pisząc:” Z PANA ZOBOWIAZAŃ WOBEC NASZEJ SPÓŁDZIELNI WYNIKAJĄCYCH Z TYTUŁU OPŁAT ZA UŻYWANIE LOKALU MIESZKALNEGO(..)”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zgodnie z art. 3 u.p.s. majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków, innymi słowy spółdzielnia należy do członków, a nie tylko do członków zarządu. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie użycie terminu: „ponoszenie opłat za używanie lokalu”. W tym miesjcu należy wskazać, że Michał Starzewski jest członkiem założycielem naszej SM, a od 2004 r. zasiada w organach spółdzielni, a Jacek Liebert już w  latach 90. XX  w. był członkiem rady nadzorczej. Obaj Panowie mieli wystarczająco dużo czasu by nauczyć się ustaw spółdzielczych.

W ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych nie występuje termin: „opłaty za używanie lokalu” występuje natomiast termin: pokrywanie kosztów związanych z eksploatacją i utrzymaniem nieruchomości”– art. 4 u.s.m.

Z punktu widzenia prawa jest to ogromna różnica, a mianowicie opłaty za używanie lokalu wnoszone są przez lokatora na rzecz prawowitego właściciela i wynikają z ustawy o ochronie praw lokatorów. Podstawą wysokości czynszu jest podpisana umowa najmu na mieszkanie komunalne lub z zasobów prywatnych. Najemnca opłaca czynsz  za używanie lokalu w wynikający ze stosunku najmu na rzecz właścicela.

W moim przypadku, gdy jestem właścicielem lokalu to  nieruchomość mam w posiadaniu, a nie w używaniu/użytkowaniu. No cóż taka subtelność prawna jest dla duetu Liebert – Starzewski całkiem obca. Nie rozróżniają prawniczych terminów takich jak: używanie – posiadanie, czynsz – opłaty, lokator – właściciel, najem – własność itd. Czy jest to możliwe, że po 20-latach pracy na rzecz spółdzielni można być tak impregnowanym na wiedzę?

Czarek Meszyński

 

Lubię to!(34)Nie lubię tego!(2)

W odpowiedzi… – Nr 15 (268)

W odpowiedzi na pismo Zarządu i Rady Nadzorczej z dnia 3 marca 2017 r. pragnę zwrócić uwagę na jedną istotną zasadę:

  • demokratycznej kontroli członkowskiej,

Spółdzielnie są demokratycznymi organizacjami kontrolowanymi przez swoich członków, którzy aktywnie uczestniczą w życiu spółdzielni.

W Prawie spółdzielczym w rozdziale III Członkowie, ich prawa i obowiązki w art. 18 § 5 pkt 2 powiedziane jest:

  • Członek spółdzielni ma obowiązek dbania o dobro i rozwój spółdzielni oraz uczestniczy w realizacji jej zadań statutowych.

Jedną z przyczyn patologii, która występuje w polskich spółdzielniach mieszkaniowych jest bierna postawa członków.

Ze smutkiem obserwuję, jak na przestrzeni lat łamane jest prawo w naszej spółdzielni.

Z niepokojem patrzę, jak najpierw Spółdzielnia wybudowała budynki w sposób urągający kulturze budowlanej, by potem te same budynki ciagle remontować, bez projektu, bez kosztorysu inwestorskiego, bez przetargu, ale za to za kwoty przewyższające ceny rynkowe, by później zrobić remont remontu. W jakim zdegradowanym stanie jest nasze Osiedle każdy z nas widzi, a ujawnione zdjęcia przez ze mnie na tym blogu jak również na ostatnim Walnym przez Zarząd są tego najlepszym dowodem.

Ze zgrozą przyglądam się „radosnej twórczości” naszych niekompetentnych organów – nieskalanych jakąkolwiek wiedzą z zakresu zarządzania spółdzielnią. Ostatni uchwalony Regulamin GZM jest tego najlepszym przykładem.

Zarząd zamiast, skorzystać z mojego doświadczenia i wiedzy postanowił ze mną walczyć, co jest przykładem arogancji, złej woli oraz braku uczciwości i troski o dobro wspólne.

Zarząd jak mantrę od czterech lat powtarza, że prezentuję zmanipulowane fakty lub wręcz kłamstwa. Tylko nigdy nie wskazał jakie to są zmanipulowane fakty i jakie to są kłamstwa. Jak wiecie Państwo dołożyłem wszelkich starań, żeby prowadzenie tego bloga było ex lege. Zostało zarejestrowane jako czasopismo. Zgodnie z literą prawa art. 31 A ust. 1 Prawa prasowego:

  • Na wniosek zainteresowanej osoby fizycznej, osoby prawnej (…), redaktor naczelny (…) jest obowiązany opublikować bezpłatne rzeczowe i odnoszące się do faktów sprostowanie nieścisłej lub nieprawdziwej wiadomości zawartej w materiale prasowym.

Zarząd nigdy z tych uprawnień nie skorzystał. Dlaczego? Może nie miał co prostować? Ja, jako badacz problematyki spółdzielczej, opieram się zawsze na materiałach źródłowych, a wszelkie pozyskane informacje sprawdzam. Jeżeli stwierdzę, że pojawił się błąd, natychmiast piszę sprostowanie. Na 268 wpisów było tylko dwa sprostowania, co świadczy o mojej rzetelności. Ze stoickim spokojem przyglądam się poczynaniom organów i niektórych – na szczęście nielicznych – członków spółdzielni, którzy permanentnie naruszają moje dobra osobiste (art. 24 k.c.) a przez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i pomawianie dokonują zniesławienia (art. 212 k.k.). Czy będą konsekwencje prawne? Czas pokaże.

Zarząd do walki ze mną, wynajął dwie, a może nawet trzy kancelarie prawne. W sumie uczestniczę w 10 sprawach (w jednej jako świadek i obserwator). Sam piszę pisma procesowe i apelacje, Zarząd takiej umiejętność nie posiadł. Wydał już chyba kilkadziesiąt tysięcy złotych na prawników. Jestem ciekawy jak te koszty rozliczy? Bo w myśl bezwzględnie obowiązującego przepisu zawartego w art. 4 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych koszt kancelarii prawnej nie stanowi kosztu eksploatacji i utrzymania danej nieruchomości, jest to ryzyko działalności gospodarczej prowadzonej przez jednostkę. W związku z tym, że Spółdzielnia nie prowadzi pozostałej działalności gospodarczej i nie ma z tego tytułu przychodu, aktualni i byli członkowie Zarządu będą musieli się złożyć by te koszty sądowe pokryć.

Zarządowi nie udało się wygrać do tej pory ani jednej sprawy. Nie jest prawdą jak napisano tu:

http://osiedlezacisze.pl/wyrok-w-sprawie-z-powodztwa-czlonka-spoldzielni-o-uchylenie-uchwal-walnego-zgromadzenia/

ponieważ wyrok jest nieprawomocny – została złożona apelacja.

Natomiast Zarząd wstydliwie ukrywa, że przegrał sprawę w pierwszej i drugiej instancji.

Bezspornym jest, że obecny prezes Jacek Liebert został wybrany przez nieistniejący organ – Radę Nadzorczą. Nieprawdą jest, że błędnie zinterpretowałem zapis § 39 ust. 2 Statutu. Statutowego zapisu niezgodnego z ustawą się nie interpretuje, jego się pomija. Nie jest to taki pierwszy przypadek, który przydażył się w spółdzielni, że nieistniejący organ podejmował uchwały. Jest z tego prawne wyjście, ale nasz Zarząd o tym nie wie, jak również nie wie radca prawny, z którego usług Zarząd korzysta, więc czeka nas kolejny proces. Ostatnio miałem okazję zapoznać się z zeznaniami, jakie zostały złożone na policji do spraw gospodarczych przez byłych i aktualnych członków Zarządu.

Oj będzie o czym pisać…

Czarek Meszyński

Członek SM „Osiedle Zacisze”

Postscriptum

Zarząd rozpowszechniał te materiały dot. mojej osoby wrzucając je (czyżby osobiście?) do skrzynek pocztowych mieszkańców. Do mnie ich nie wysłano, po co główny zainteresowany ma wiedzieć. Jakim terminem można nazwać takie metody?

Lubię to!(20)Nie lubię tego!(1)

Proces – Nr 7 (260)

21 listopada 2016 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie III Wydział Karny ruszył proces, w którym 6 byłych  członków Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Zacisze” zasiadło na ławie oskarżonych.

W związku z faktem, że Spółdzielnia nie przestrzegała obowiązku wynikającego z art.91 § 1 i 1^1 ustawy prawo spółdzielcze, zgodnie z którymi każda spółdzielnia  obowiązana jest poddać się lustracyjnemu badaniu legalności, gospodarności i rzetelności jej działania oraz mając na uwadze fakt, że niepoddawanie działalności spółdzielni lustracji w ustawowo obowiązujacych terminach wypełnia znamiona przestępstwa stypizowanego w treści art. 267c pkt 1 ustawy prawo spółdzielcze.

Minister Infrastruktury i Rozwoju złożył do Prokuratury Rejonowej Warszawa – Praga Północ w Warszawie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa ściganego z urzędu.

 

Do tej pory odbyły się trzy rozprawy (21/11/2016, 20/12/2016, 1/2/2017). Sąd wyznaczył kolejną rozprawę na 1/3/2017 na godz 13.30 sala P 09 – Terespolska 15 A w Warszawie.

W dniu 1/2/2017 składała wyjaśnienia oskarżona Agnieszka F.

Broni ją warszawski adwokat Olgierd Pogorzelski.

Linia obrony jest następująca: 

„Sytuacja była krytyczna, nie mieliśmy na rachunki. Większe faktury takie jak za ochronę, za wodę, za sprzątanie płaciliśmy w trzech ratach, po jednej trzeciej w miarę jak na konto spółdzielni wpłynęły środki. W tym czasie zdecydowaliśmy się tylko i wyłącznie na wydatki absolutnie niezbędne do funkcjonowania spółdzielni. Na dzień 31/12/2012 nieściągalne należności z domów wynosiły ok. 200 tys. zł. Ilość i jakość podjętych przez nas pracy w latach 2011 – 2014 uratowała spółdzielnie przed bankructwem i utratą płynności finansowej.”

Innymi słowy nie przeprowadzaliśmy lustracji bo nie mieliśmy pieniędzy.

A jak było naprawdę? Koszt lustracji za lata 2007 – 2013  tj. za 7 lat zgodnie z zawartą umową ze Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni Mieszkaniowej RP wyniósł 7 920 + 23 % VAT tj. 9 741,60 zł brutto.

W tym czasie Zarząd kierowany przez prezes Agnieszkę F. wydawał bajońskie kwoty na obsługę prawną, pomimo że nie stanowią one kosztów wymienionymi w art. 4 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i nie mogą być pokrywane z opłat przeznaczonych na utrzymanie i eksploatację nieruchomości.

Tylko w latach 2007 – 2013 objętych lustracją Zarząd wydał na obsługę prawną 180 489,40 zł. Natomiast w roku 2014 i 2015 wydano 72 879,35 zł – poz. 10, Sprawozdanie finansowe za 2015 r.

Jest to strategia „NA BIEDE”, nie przeprowadzaliśmy lustracji – 7 lat za 9 800 zł tj. jeden rok lustracji to koszt 1400 zł – bo nie mieliśmy na rachunki, ale na kancelarie prawne wydano w tym czasie ponad 253 000 zł, średniorocznie ponad 28 000 zł.

Kto był beneficjentem tych bajońskich sum?

Między innymi radca prawny Michał Sybilski.

Pomimo to, że był hojnie opłacany nie uświadomił Agnieszce F., że nie przeprowadzanie lustracji w terminie jest przestępstwem.

Proces monitorowany jest przez społecznościowe media i organizacje pozarządowe.

Iwona Możejko – asystent społeczny posła Andrzeja Maciejewskiego, przedstwiciel Stowarzyszenia Niepokonani 2012 i Ruchu Społecznego NIC O NAS BEZ NAS.

Czarek Meszyński –  członek Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Zacisze” w latach 2014 – 2016, który złożył wraz z innymi członkami Spółdzielni skargę do Ministerstwa Infrastruktury.

Autor: Czarek Meszyński

Członek Spółdzielni

Lubię to!(20)Nie lubię tego!(3)

Wskaźnik EP – Nr 2 (255)

tempdom

Co to jest wskaźnik EP?

Określa on wielkość rocznego zaopatrzenia na nieodnawialną (czyli pochodzącą z paliw kopalnych ) energię pierwotną niezbędną do zaspokajania potrzeb związanych z użytkowaniem budynku przypadającą na 1 m2 jego ogrzewanej powierzchni.

Zaostrzenie od 1 stycznia 2017 r. wymagań dotyczących izolacyjności przegród oraz wskaźnika EP ma na celu podniesienia standardu energetycznego budynku. Jest elementem wdrażania dyrektywy unijnej 2010/31/UE zobowiązujące kraje członkowskie do poprawy energooszczędności budownictwa i zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery. Celem Komisji Europejskiej jest dążenie do budownictwa o niemal zerowym zużyciu energii, jednak każdy kraj formuje własną definicję tego pojęcia biorąc pod uwagę stan wyjściowy oraz możliwości ekonomiczne.

Polską odpowiedzią są wymagania określone w rozporządzeniu Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych z dnia 17 lipca 2015 r. (Poz. 1422). Od 1 stycznia 2017 r. wartość wskaźnika EP dla budynku wielorodzinnego musi być niższa niż 85 kWh, a od 1 stycznia 2021 r. niższa niż 65 kWh.

Zarząd Spółdzielni (w składzie: Jacek Liebert, Michał Starzewski, Julita Złotek) – zatrudniający dodatkowo profesjonalne podmioty takie jak: Arkadiusz Grala Grupa AD-BUD, Andrzej Woźniak WELL- BUD Sp.z o.o., inspektor nadzoru budowlanego Dariusza Strachota oraz Andrzej Filipiak Techbud – podejmując uchwałę nr 25/2016 z dnia 2 listopada 2016 całkowicie pominął rozporządzenie Ministra i wskaźnik EP. W protokole Zarządu nr 27/2016 z dnia 2 listopada brak jest również jakiegokolwiek śladu na temat wymagań dotyczących izolacyjności przegród.

Jak zwykle w Spółdzielni zapanował „ruski cyrk” nikt nic nie wie, albowiem:

  • nie wiadomo jaki jest obecny wskaźnik EP dla budynku Wolińska 28,
  • nie wiadomo jaki będzie wskaźnik po przeprowadzonym remoncie,
  • nie przeprowadzono diagnostyki kamerą termowizyjną,
  • nie wykonano świadectwa energetycznego tj. dokumentu obejmującego niezbędny zakres informacji dla jego użytkowników określającego jakość budynku czy mieszkania z punktu widzenia zużycia energii,
  • generalnie nic nie wiadomo, bo mieszkańcom nie przedstawiono celu i zakresu robót budowlanych.

Zarząd podejmując uchwałę w sprawie remontu dachu na siłę chce wydać blisko 108 tys. zł na roboty budowlane, które nie wiadomo jakie przyniosą korzyści mieszkańcom. Takie działanie to nic innego jak czysta amatorszczyzna. Czas najwyższy podziękować AMATOROM. Pytanie tylko: co robią w tej konfiguracji profesjonalne podmioty? Profesjonalne przynajmniej z nazwy.

Autor: Czarek Meszyński

Członek SM „Osiedle Zacisze”

Lubię to!(15)Nie lubię tego!(2)

Zastraszanie ŚWIADKA – Nr 62 (252)

21 listopada 2016 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ w Warszawie III Wydział Karny na ławie oskarżonej zasiedli byli i aktualni członkowie Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Zacisze”.

 

Na rozprawę przyjechałem w charakterze publiczności. Niestety nie dane było mi uczestniczenie w niej, albowiem pełnomocnik oskarżonych Olgierd Pogorzelski wystąpił z wnioskiem, że ewentualnie rozważa możliwość powołania mnie na świadka. Po 3,5 godzinach siedzenia pod salą sądową, okazało się, że mecenas Pogorzelski zmienił zdanie, i nie widzi już potrzeby powołania mnie na świadka. Na szczęście prokurator mnie powołał i mam składać zeznania 20 grudnia 2016 r.

1 grudnia 2016 r. firma dekarska Andrzej Filipiak Techbud ustawiła rusztowanie, ponieważ Zarząd Spółdzielni podpisał umowę na remont mojego dachu.

img_6111

Remont ma być przeprowadzony w grudniu.  Kto remontuje dach w grudniu? Albo idiota* albo jest to ewidentna próba zastraszenia świadka. Pikanterii dodaje fakt, że moje mieszkanie znajduje się na ostatnim piętrze – poddasze użytkowe – dach jest jednocześnie moim sufitem.

img_6104-kopia

img_6102

Andrzej Filipiak jako doświadczony dekarz, zdaje sobie zapewne sprawę, że wymieniając poszycie dachowe w grudniu w mieszkaniu na poddaszu naraża mnie nie tylko na zwiększone koszty związane z ogrzewaniem, ale przede wszystkim na zniszczenie mojego mienia, a co najważniejsze na niebezpieczeństwo swoich pracowników – chodzenie zimą po zaśnieżonym stromym dachu grozi utratą życia lub kalectwem.

Rusztowanie zostało ustawiona 1 grudnia, kiedy w Warszawie zapowiadano obfite opady śniegu.

img_6126-2

Zdjęcia wykonałem 2 grudnia br.

A myślicie Państwo, że arogancki Zarząd raczył powiadomić mieszkańców budynku przy u. Wolińskiej 28 w Warszawie o planowanych robotach budowlanych?

img_6105

Proszę sobie wyobrazić, że arogancki Zarząd nie odczuwa takiej potrzeby i nie informuje.

A przecież J. Liebert jeszcze na Walnym Zgromadzeniu, które odbyło się 17 czerwca 2014 r. zaproponował, aby wywieszać  zakres prac na klatkach do informacji mieszkańców.

Jak szybko człowiek traci pamięć.

Więcej na ten temat:

http://temidacontrasm.info/afera-na-zaciszu/#respond

Autor: Czarek Meszyński

Członek SM „Osiedle Zacisze”

*Idiota – osoba upośledzona umysłowo

Lubię to!(32)Nie lubię tego!(3)

Prawa i obowiązki INSPEKTORA – Nr 59 (249)

 Prawo Budowlane

Art. 25

Do podstawowych obowiązków inspektora nadzoru inwestorskiego należy:

  1. reprezentowanie inwestora na budowie przez sprawowanie kontroli zgodności jej realizacji z projektem lub pozwoleniem na budowę, przepisami oraz zasadami wiedzy technicznej;
  2. sprawdzanie jakości wykonywanych robót (…), a w szczególności zapobieganie zastosowaniu wyrobów budowlanych wadliwych i niedopuszczonych do stosowania w budownictwie.
  3. sprawdzanie i odbiór robót budowlanych ulegających zakryciu lub zanikających (…);
  4. potwierdzanie faktycznie wykonanych robót oraz usunięcia wad, a także, na żądanie inwestora, kontrolowanie rozliczeń budowy.

Art. 26

Inspektor nadzoru inwestorskiego ma prawo:

  1. wydać kierownikowi budowy polecenia, potwierdzone, wpisem do dziennika budowy, dotyczące: usunięcia nieprawidłowości lub zagrożeń, wykonania prób lub badań, także wymagających odkrycia robót lub elementów zakrytych, oraz przedstawienie ekspertyz dopuszczenia do stosowania w budownictwie wyrobów budowlanych oraz urządzeń.

Rola inspektora nadzoru inwestorskiego jest całkowicie odmienna od tej, jaką odgrywa kierownik budowy. Kierownik budowy pełni funkcję organizatorsko-kierowniczą, związaną z procesem budowlanym już od przejęcia od inwestora i odpowiedniego zabezpieczenia terenu budowy aż do zakończenia faktycznego budowy i przygotowania jej do prawnego zakończenia.

Inspektor nadzoru inwestorskiego jest uczestnikiem procesu budowlanego, który pełni w imieniu i na rzecz inwestora funkcję nadzoru nad prawidłowym prowadzeniem budowy.

Biorąc powyższą regulację prawną pod uwagę należy wskazać na dwa istotne obowiązki inspektora nadzoru inwestorskiego w procesie budowlanym:

  • kontrola zgodności robót budowlanych z projektem,
  • żądania przedstawienia ekspertyz dopuszczenia do stosowania w budownictwie określonych wyrobów budowlanych.

Bezsporne jest, że Zarząd przystąpił do remontów dachów za kwotę ok. 900 000,00 zł bez projektu.

Bezsporne jest, że inspektor nadzoru ten nieprawidłowy stan rzeczy zaakceptował, powodując tym samym, że kontrola realizacji robót budowlanych była iluzoryczna.

Bezsporne jest, że wykonawca nie przedstawił ekspertyzy dotyczącej ponownego wykorzystania starej, 20-letniej, zdegradowanej wełny, tym bardziej, że w przeglądach okresowych stwierdzono:

  • zawilgocenie wełny mineralnej,
  • brak wentylacji pod pokryciem dachowym,
  • zbyt mała ilość oraz wadliwie ułożona wełna mineralna.

Inspektor nadzoru inwestorskiego miał obowiązek zażądać od wykonawcy ekspertyzy stwierdzającej, że ponownie użyta stara, zdegradowana wełna posiada nadal odpowiednie parametry termoizolacyjne i zachowa je przez okres przynajmniej 20 lat; w ten jedyny sposób można byłoby uniknąć zastosowania wyrobów budowlanych wadliwych.

13698286_1740331392916377_3192407430500924098_o

Inspektorem nadzoru inwestorskiego w okresie, kiedy były prowadzone roboty budowlane związane z remontem dachu był Mirosław Kruczyński.

Należy podkreślić, że inwestorem była Spółdzielnia tzn. mieszkańcy Osiedla i inspektor Kruczyński działający w imieniu i na rzecz Spółdzielni miał obowiązek zabezpieczenia naszego interesu poprzez należyty nadzór nad robotami prowadzonymi przez Tymińskiego.

W mojej opinii z tego obowiązku się nie wywiązał ponieważ:

  • zalecenia wynikające z audytu termomodernizacyjnego, na podstawie którego został zaciągnięty kredyt nie zostały zrealizowane,
  • dopuszczenie robót budowlanych bez projektu,
  • użycie starej, zdegradowanej wełny, bez wykonania ekspertyzy dopuszczającej jej do ponownego wykorzystania.

Z podpisanej umowy wynika, że Mirosław Kruczyński złożył oświadczenie, iż przez cały okres realizacji umowy będzie posiadał ważną polisę OC odpowiedzialności zawodowej na kwotę min. 200 000,00 zł.

Abstrahując od dziwnego zapisu w umowie dot. złożenia oświadczenia o posiadaniu polisy OC zamiast złożenia samej wykupionej polisy Zarząd w składzie Jacek Liebert, Michał Starzewski, Julita Złotek powinien wystąpić z roszczeniem do Mirosława Kruczyńskiego o niedopełnienie ciążących na nim obowiązków. Ze sprawozdań Zarządu oraz podjętych uchwał wynika, że z takim roszczeniem nie wystąpiono.

Po dwóch latach od przeprowadzonego remontu dachów mieszkańcy poddaszy mają latem „saunę” – temperatura osiąga nawet 40 st. Celsjusza, zimą  „krioterapię”. Wszystko wskazuje, że stara, zdegradowana wełna utraciła swoje właściwości izolacyjne i z każdym rokiem będzie coraz gorzej.

Oto styl w jakim są przeprowadzane remonty w Spółdzielni Mieszkaniowej „Osiedle Zacisze” w Warszawie

 img_6013-2   img_6014-2  IMG_4900 2  IMG_4899 2

          IMG_4901 2  img_5940-2

Tak wyglądają elewacje po przeprowadzonej pierwszej termomodernizacji – docieplenie ścian. Elewacja jak gąbka chłonie wodę, pokryta jest przy tym plechami glonów, a w budynkach rozwija się grzyb.

WP_20141122_005  WP_20141122_002-1

img_3670-2 img_3672

img_3658-2

W tym czasie Spółdzielnia zatrudniała inspektora nadzoru, którego zadaniem było reprezentowanie inwestora na budowie przez sprawowanie kontroli zgodności jej realizacji z projektem, trzyosobowy Zarząd i Rada Nadzorcza. Kontrola i nadzór nad robotami budowlanymi był iluzoryczny, remont został przeprowadzony w stylu badziewnym.

Toteż nic dziwnego, że mieszkańcy mają dosyć badziewa remontowego i skrupulatnie zaczęli kontrolować poczynania Zarządu.

Autor: Czarek Meszyński

 

Lubię to!(20)Nie lubię tego!(1)

Obowiązki INWESTORA – Nr 58 (248)

unknown

Zgodnie z art. 18 Prawa budowlanego do obowiązków inwestora należy:

  1. opracowanie projektu budowlanego,
  2. objęcie kierownictwa budowy przez kierownika budowy,
  3. odbioru robót budowlanych,
  4. inwestor może ustanowić inspektora nadzoru inwestorskiego na budowie,
  5. inwestor może zobowiązać projektanta do sprawowania nadzoru autorskiego.

Kodeks cywilny w art. 647 również reguluje zakres obowiązków inwestora:

Przez umowę o roboty budowlane wykonawca zobowiązuje się do oddania przewidzianego w umowie obiektu, wykonawca zgodnie z projektem i zasadami wiedzy technicznej, a inwestor zobowiązuje się do dokonania wymaganych przez właściwe przepisy czynności związanych z przygotowaniem robót, w szczególności do przekazania terenu budowy i dostarczenia projektu, oraz do odebrania obiektu i zapłaty umówionego wynagrodzenia.

A jak było u nas?

Zarząd w składzie: Agnieszka Florczuk, Michał Starzewski, Henryk Górniewski przystąpił do robót budowlanych (remont dachów) na kwotę ok. 900 000,00 zł bez projektu. Zarząd nawet nie poczuwał się do tego by odebrać roboty budowlane od D. Tymińskiego; nie chciał/obawiał się złożyć swój podpis pod protokółem odbioru.

Generalnie Zarząd SM „Osiedle Zacisze” wykonuje roboty budowlane na Osiedlu bez projektów (po co komu projekt?), na zasadzie radosnej twórczości, kto pierwszy wstanie ten rządzi…

A oto efekty „radosnej twórczości” Zarządu:

mms_img-19424230380-2

Tam, gdzie mieszkała dawna Prezeska położono tynki akrylowe (odporne na wilgoć), tam gdzie mieszkali jej sąsiedzi położono tynki zwykłe, mineralne – chłonące deszczówkę w dużych ilościach.

Projekt nie został wykonany.

Zawsze można się wytłumaczyć promocją – jak tynkowano u Prezeski była akurat promocja na tynki akrylowe…

Autor: Czarek Meszyński

Lubię to!(17)Nie lubię tego!(0)