Get Adobe Flash player

Miesięczne Archiwa: Lipiec 2017

Mamiński do Meszyńskiego Nr 33 (286)

W dniu 12 lipca 2017 r. w Kancelarii Mamiński & Wspólnicy sporządzono dwa pisma:

  • Wezwanie do usunięcia wpisów naruszające dobra osobiste,
  • Wezwanie ostateczne do usunięcia wpisów oraz zanimizowanej fotografii naruszającej dobra osobiste.

Pierwsze pismo zostało mi dostarczone pocztą, a drugie przez emisariuszy, którzy przybyli osobiście w godzinach wieczornych do mojej leśniczówki na Południowym Podlasiu. Wcześniej Kancelaria M&W intensywnie poszukiwała aplikantów do tej roli mieszkających w pobliżu mnie i znaleźli młodą aplikantkę oraz świeżo upieczonego adwokata, skądinąd całkiem sympatycznych jeszcze niezmanierowanych prawników.

Wzywającym jest adwokat Marcin Mamiński, któremu nie spodobała się poniższa fotografia.

Na mocy art. 13 ust. 1 Prawo prasowe w zw. art. 5 kpk zanonimizowana fotografia została usunięta.

„KASTA „BRAMINÓW””

Zdjęcie pochodzi z artykuły pod tytułem „Kasta Braminów”, który został opublikowany w dniu 20 września 2016 r. na ogólnopolskiej witrynie poświęconej zagadnieniom spółdzielni mieszkaniowych TEMIDA contra SM. Obiektywnie trzeba stwierdzić, że mecenas Mamiński to prawdziwy „bystrzacha”, albowiem po blisko 10 miesiącach zorientował się, że w zasobach Internetu widnieje jego zanonimizowana fotografia, która nie przypadła mu do gustu. W związku z tym wezwał mnie jako administratora TEMIDA contra SM w terminie 5 dni do usunięcia przedmiotowej fotografii.

Mamiński trafił kulą w płot. Wzywając mnie jako redaktora naczelnego internetowego czasopisma Osiedle Zacisze – moja mała ojczyzna  do usunięcia zdjęcia ze strony Temidy contra SM to tak samo jakby wezwał Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej.

Otóż nie jestem i nigdy nie byłem administratorem TEMIDA contra SM. Nie jestem również autorem tego wpisu.

Zgodnie z Kodeksem Etyki Adwokackiej § 8 Adwokat powinien wykonywać czynności zawodowe według najlepszej woli i wiedzy, z należytą uczciwością, sumiennością i gorliwością.

Czy mecenas Mamiński podpisując dwa pisma przypisujące mi nieprawdziwą rolę postąpił zgodnie z Kodeksem Etyki Adwokackiej, a mianowicie wykonał czynności zawodowe według najlepszej wiedzy, z należytą uczciwością sumiennością i gorliwością?

A może ktoś wykorzystał łatwowierność mecenasa Mamińskiego i celowo go wprowadził w błąd podając moje dane?

Biorąc powyższe pod uwagę, nie jestem w stanie spełnić oczekiwań mecenasa Mamińskiego.

Oczekuję również przeproszenia mnie za podanie nieprawdy.

Autor: Czarek Meszyński

 

Lubię to!(33)Nie lubię tego!(0)

Szacher-Macher – Nr 32 (285)

Co łączy polskie spółdzielnie mieszkaniowe z komunizmem? Otóż mają ten sam mianownik – oparte są na szachrajstwie. Cała ideologia sowiecka była oparta na kłamstwie. Przewodnią myślą było CAŁA WŁADZA W RĘKACH LUDU, a jak było w rzeczywistości? Lud nie miał nic do powiedzenia, krajem rządziły jednostki, często o skłonnościach dyktatorskich: Stalin, Mao, Ceausescu, Castro, Pol Pot, Breżniew itd.

W XIX wieku Lord Acton słusznie stwierdził: ‚Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.”

Pierwsze kłamstwo:  Demokracja jako fundament spółdzielczości.

Teoretycznie najwyższym organem w spółdzielni mieszkaniowej jest Walne Zgromadzenie członków, w praktyce zaś członkowie mają tyle do powiedzenia, co niegdyś lud pracujący miast i wsi to znaczy niewiele. W spółdzielniach mieszkaniowych utrzymywane są pozory demokracji, a w praktyce prezesi dysponują władzą nieograniczoną. Jak to jest możliwe?

Szacherka prawna umożliwiła taki stan rzeczy.

Za czasów Bolesława Bieruta ustanowiono sowieckie ograniczone prawo rzeczowe. Dla spółdzielcy oznaczało to, że musiał ponieść 100% kosztów budowy przypadających na jego lokal, a właścicielem lokalu nadal jest spółdzielnia, a on ma tylko prawo użytkowania lokalu.

To za panowania Bieruta i Gmułki odbierano ludziom własne mieszkania i przekształcano na spółdzielcze prawo do lokalu pod rygorem konfiskaty. Takie sowieckie prawo nadal obowiązuje w Polsce, a kolejne rządy je utwalają.

Drugie kłamstwo: własnościowe = własność. Jest to gra słów/terminów wprowadzająca lokatorów w błąd. Wydaje im się, że jak mają przydział na spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu to są jego właścicielami. Nic bardziej mylącego – właścicielem jest spółdzielnia, a oni są tylko uprawnieni do korzystania z lokalu. Pod koniec dekady Gierka w sklepach pojawił się wyrób czekoladopodobny, a od roku 1946 mamy własność-pozorną.

W spółdzielczych zasobach mieszkaniowych znajduje się 2 185 387 mieszkań.* Większość z nich to własnościowe. Pytanie, które należy sobie zadać: Jak to jest możliwe, że w kraju demokratycznym, w gospodarce wolnorynkowej jest tylu „Miłośników Bieruta” i dobrowolnie zrzekli się swoich praw właścicielskich. Odpowiedzi należy szukać w procesie transformacji społecznej jaka zaszła po pierwszej i drugiej wojnie światowej. Wówczas nastąpił exodus ludności wiejskiej do miast, a wraz z nim transfer zwyczajów, mentalności i myślenia chłopskiego.

Socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego Arkadiusz Peisert w swej znakomitej książce „Spółdzielnie Mieszkaniowe: pomiędzy wspólnotą obywatelską a alienacją” wskazał na powszechny klientelizm w społeczeństwach pochodzenia chłopskiego.

„Więź patron – klient nie może stanowić podstawy do obdarowania się wzajemnym zaufaniem, ponieważ opiera się na podległości (…) – patron ma tendencję do wyzyskiwania klienta, klient zaś do uchylania się od zobowiązań.”

Ta relacja patron-chłop została przeniesiona do spółdzielni mieszkaniowej w postaci prezes-członek i całkowicie zaburzyła demokrację. Moje 22 letnie doświadczenie jako członka spółdzielni i członka rady nadzorczej oraz setki relacji spółdzielców z całej Polski potwierdzają występowanie podległościowej relacji patron/prezes-chłop/członek. W tych relacjach brak jest wzajemnego zaufania, stosunki zostały oparta na podejrzliwości, niechęci i wzajemnych oskarżeniach. Spółdzielnie mieszkaniowe nie przypominają obecnie wspólnoty obywatelskiej tylko patologiczny układ, gdzie mniejszość wykorzystuje ekonomicznie większość.

Trzecie kłamstwo: Majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków – tak stanowi prawo, ale Trybunał Konstytucyjny orzekł zupełnie coś innego: „Przepis ten nie pozbawia spółdzielni własności jej majątku i nie czyni spółdzielców współwłaścicielami w rozumieniu prawa cywilnego. Regulacja ta bowiem jedynie zalicza własność należącą do spółdzielni, jako osoby prywatnej, a nie spółdzielczej. Własność taka w rozumieniu przepisów prawa pozostaje jednak własnością cudzą, a jej przedmiot jest mieniem cudzym, także dla członków tej spółdzielni – K 60/13.”

Szczyt kazuistyki tj. w tym wypadku pokrętnego argumentowania stosowanego w celu uzasadnienia założonej z góry tezy.

Bo według sędziów TK majątek spółdzielni mieszkaniowej jest majątkiem osoby prywatnej, a nie spółdzielczej. To dlaczego mają w nazwie „spółdzielnia”? Zachodzi tu analogia do państw demokracji ludowej (satelitów Sowietów), te państwa też nic nie miały wspólnego z demokracją. Mamy tu również z drugim kuriozalnym ustaleniem sędziów TK. Dla członków majątek spółdzielni jest własnością cudzą. Podsumujmy: majątek spółdzielni jest własnością osoby prywatnej, a dla członków jest własnością cudzą. To kto jest właścicielem spółdzielni? Okazuje się, że nikt. Jest to majątek prywatny tylko nie ma właścicieli – w ten sposób powstał wirtualny prywatny majątek. W polskich warunkach jest to bardzo duży majątek – majątek bez właścicieli. I to jest największe prawne szachrajstwo po roku 1989 r.

Czwarte kłamstwo: spółdzielnia podlega demokratycznej i ustawowej kontroli. W praktyce spółdzielnie mieszkaniowe są pozbawione jakiejkolwiek kontroli. Rada nadzorcza wraz z komisją rewizyjną, ze względu na brak kompetencji jej członków jest kontrolą iluzoryczną. Kontrola korporacyjna dokonywana przez związki rewizyjne lub KRS jest kontrolą przyjacielsko-powierzchowną ze względu na warunki ekonomiczne: prezes płaci i wymaga dobrej tj. korzystnej dla zarządu lustracji bo inaczej „pogrozi palcem”, nie podpisze protokołu i zamówi następną lustrację gdzie indziej, a dociekliwy lustrator pozostanie bezrobotny, natomiast związek rewizyjny straci klienta. Państwowa kontrola również nie istnieje. Zgodnie z prawem właściwy minister może tylko żądać informacji i danych spółdzielni mieszkaniowej i nic więcej, a zatem prezesi ministra tylko informują, zresztą nie zawsze zgodnie ze stanem faktycznym.

Zarówno komunizm jak i polskie spółdzielnie mieszkaniowe oparte są na fałszywych podstawach, które umożliwiają szachrajstwo na wielką skalę. Coraz więcej spółdzielni przekształca się w udzielne księstwa, a prezesi w kniaziów/dyktatorów wyzyskujących finansowo spółdzielców. Prezesi dysponują nieograniczonym budżetem na prawników i mogą za pieniądze spółdzielców prowadzić kosztowne batalie sądowe przeciwko nim. Członkowie zniechęceni niemożnością dokonania jakichkolwiek zmian w swojej spółdzielni wycofują się na wewnętrzną emigrację, a ich majątek dryfuje w nieznanym kierunku.

Quo vadis polskie spółdzielnie mieszkaniowe? 

Autor: Czarek Meszyński

*GUS – Gospodarka Mieszkaniowa w 2015 r.- Informacje i opracowania statystyczne

Lubię to!(32)Nie lubię tego!(0)

Bolesław Bierut – Działacz Spółdzielczy – Nr 31 (284)

Bolesław Bierut przeszedł do historii jako agent NKWD, Prezydent Polski po sfałszowanych wyborach w 1947 r. i jako odpowiedzialny za stosowanie i utrzymanie systemu zorganizowanej przemocy w celu sterroryzowania społeczeństwa.

Mało kto wie, że Bierut w latach międzywojennych był działaczem ruchu spółdzielczego. W roku 1915 rozpoczął pracę w sklepie Lubelskiej Spółdzielni Spożywców (LSS), a w 1916 r. został kierownikiem handlowym, zaś od kwietnia 1917 r. był członkiem zarządu spółdzielni.

Jego mentorem był Jan Hempel, który założył m. in. Lubelską Spółdzielnię Spożywców. Pod jego wpływem młody Bierut zapisała się do Szkoły Wieczorowej im. A. i J. Veltterów i tam uzyskał wykształcenie handlowe.

W latach 1918 i 1919, razem z Janem Hemplem, był jednym z organizatorów lewicowego Związku Robotniczego Stowarzyszeń Spółdzielczych. Należał do tzw. grupy „niezależnych spółdzielców” w robotniczym ruchu spółdzielczym.

Od sierpnia 1923 r. pracował w Robotniczej Spółdzielni Spożywców w Zagłębiu Dąbrowskim. Od 1938 do agresji III Rzeszy na Polskę pracował jako księgowy w warszawskim Społem.

W roku 1945 Bolesław Bierut zaczął gorliwie wprowadzać zmiany w przepisach spółdzielczych, zwłaszcza dotyczących spółdzielni mieszkaniowych.

  • Dekretem z dnia 24 sierpnia 1945 r. o zmianie ustawy z dnia 29 października 1920 r. o spółdzielniach zostało wprowadzone przymusowe łączenie związków rewizyjnych i spółdzielni.
  • Dekretem z dnia 11 października 1946 r. Prawo rzeczowe zostały wprowadzone kuriozalne przepisy dot. praw rzeczowych ograniczonych na nieruchomościach.
  • Dekretem z dnia 29 października 1947 o zmianie ustawy o spółdzielniach wprowadzone zostało administracyjne sterowanie Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni R.P.
  • Ustawa z dnia 21 maja 1948 r. o Centralach Związku Spółdzielczym i centralach spółdzielczych odbierająca autonomie ruchowi spółdzielczemu. Na mocy art. 16 Rada Ministrów mogła uchylić uchwały Naczelnej Rady Spółdzielczej.

 

Bolesław Bierut jako namiestnik Stalina był odpowiedzialny za realizację sowieckiej polityki w Polsce. Dla Moskwy nie do pomyślenia było istnienie prywatnej własności. Ze względu na zaszłości historyczne – symbolem patriotyzmu stało się przywiązanie chłopa do ziemi – odebranie Polakom własności musiało mieć wymiar bardziej finezyjny niż w Sowieckiej Rosji. Dlatego też na początku władzy ludowej wprowadzono ograniczone prawo rzeczowe. Było to rozwiązanie prawne zupełnie obce dla Europy. Trzy największe kodyfikacje prawa cywilnego w XIX i XX wieku nie zawierają takich przepisów. Zarówno Kodeks Napoleona z 1804 r., Austriacka powszechna ustawa cywilna (Allgemeines Burgerliches Gesetzbuch (ABGB) z 1811 r. i Niemiecki kodeks cywilny (Burgeliches Gesetzbuch (BGB) uchwalony w 1896, a który wszedł w życie w 1900 r. po 4 letnim vacatio legis ustanawiały pełne prawa właścicielskie.

Komunistyczny kruczek prawny polegał na dwuznaczności. W sensie literalnym dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to, że posiada ograniczone prawo rzeczowe tzn. jest właścicielem nieruchomości w pewnym ograniczonym stopniu, w sensie zaś de iure jest właścicielem tylko prawa a nie rzeczy/nieruchomości.

Konsekwencją takiego podejścia komunistów do własności prywatnej były następujące akty prawne:

  • Uchwała  nr 269 Prezydium Rządu z dnia 8 maja 1954 r. wprowadzająca normatyw, dla domów jednorodzinnych powierzchnia użytkowa nie mogła przekraczać 110 m2, a maksymalna liczba pokoi wynosiła 4, a lokale w spółdzielczych blokach nie mogą liczyć więcej niż 3 pokoje z kuchnią.
  • Uchwała nr 140 Rady Ministrów z dnia 6 maja 1958 r. w sprawie warunków i trybu przejęcia niektórych spółdzielni mieszkaniowych na własność Państwa i zasad rozliczeń z tego tytułu.
  • Uchwała nr 31 rady Ministrów z dnia 18 grudnia 1965 r. w sprawie przejęcia niektórych budynków spółdzielni budownictwa mieszkaniowego na własność Państwa, zasad rozliczeń z tego tytułu oraz uregulowanie innych spraw z zakresu spółdzielni budownictwa mieszkaniowego w § 12 ust. 1,2 i 3 zakładała przymusowe przenoszenia wyodrębnionej własności na rzecz spółdzielni w zamian za spółdzielcze prawo do lokalu pod sankcją przejęcia tychże lokali na własność Państwa.*

Za czasów Władysława Gomułki ograniczone prawo rzeczowe na nieruchomości spółdzielczej zostało wprowadzone do ustawy z dnia 17 lutego 1961 r. o spółdzielniach i ich związkach (art. 147 § 1 i 2) oraz do ustawy z dniach 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (art. 244 § 1).

Komuniści w ciagu 15 lat (dokładnie 15 lat i 6 miesięcy) wprowadzili 8 aktów prawnych (dekrety, ustawy, uchwały) mających na celu zagwarantowanie im pełnej kontroli nad spółdzielniami i odebranie prawowitym właścicielom ich nieruchomosci dając im w zamian  ersatz prawny w postaci spółdzielczego prawa do lokalu w spółdzielniach budowlano – mieszkaniowych (obecnie spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu).

Pomimo, że upłynęło już 28 lat od upadku komuny to sowieckie ograniczone prawo rzeczowe w wolnej Polsce nadal obowiązuje (sic).

Autor: Czarek Meszyński

* Na mocy niniejszej uchwały komuniści przejeli ogółem 14 budynków  w Warszawie należących do 10 spółdzielni na potrzeby publiczne.

Lubię to!(31)Nie lubię tego!(0)

Remont – Nr 30 (283)

Powszechnie wiadomo, że w wielu polskich spółdzielniach mieszkaniowych występuje patologia i to wszelkiej maści. Specjalnie podkreślam, że to negatywne zjawisko jest charakterystyczne dla krajowych SM, europejskie mieszkaniówki natomiast mają się całkiem dobrze.

Oto przykład z mojego podwórka. Odchodząca prezeska Agnieszka F. postanowiła na siłę mnie uszczęśliwić i wyremontować dach mojej nieruchomości tylko nad mieszkaniem sąsiadów i klatką schodową. Uchwała została podjęta 4 sierpnia 2015 r. tj. 4 dni przed definitywnym odejściem Agnieszki F. Absurdalność takiego rozwiązania polegała na tym, że na styku nowego i starego dachu mogło dochodzić do przecieków wody opadowej. Ale jakby moje mieszkanie zostało kilka razy zalane to może bym spokorniał  i przestałbym patrzeć na ręce organów spółdzielni?

Minął ponad rok i nowy-nielegalny prezes Jacek Liebert (został wybrany przez nieistniejącą radę nadzorczą) znowu postanowił uszczęśliwić mnie na siłę. 2 listopada 2016 r. podjęto uchwałę o remoncie mojego budynku. Wartość robót 107 873,38 brutto, miało być ok. 66 000,00. Z mojej inicjatywy, jako członka rady nadzorczej, został uchwalony regulamin przetargowy. Zgodnie z zapisem w § 3 pkt. 5 można odstąpić od przetargu, jeżeli wartość robót nie przekroczy 20 000,00 zł. A tu Zarząd dał zlecenie z wolnej ręki (bez przetargu), a co on będzie się przejmował jakimiś tam regulaminami uchwalonymi przez RN, one obowiązują tylko szeregowych członków, a Zarząd jak „święta krowa” uważa się za wyłączony z przestrzegania norm i niepodlegający krytyce – bo inaczej to do sądu z art. 24 i art. 43 k.c. lub 212 kk za naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie.

Pikanterii zaistniałej sytuacji dodaje fakt, że remont miał się rozpocząć do 22 listopada 2016 r. Nastąpiło małe opóźnienie – rusztowania ustawiono 1 grudnia, a 13 grudnia 2016 (w 35 rocznicę stanu wojennego) złożono materiały budowlane przy Wolińskiej 28.

Zabrakło wyobraźni – Nr 3 (256)

Zarząd chciał przystąpić do remontu dachu, który jednocześnie jest sufitem lokalu mieszkalnego w zimowych warunkach, przy obfitych opadach śniegu i temperaturze spadającej do – 20 st. C. Co można pomyśleć o członkach Zarządu, którzy ustawowo są zobowiązani do należytej staranności w zarządzaniu obcym dla nich mieniem?

Remont rozpoczęto 28 marca 2017 r. Rusztowanie stało sobie spokojnie 4 miesiące i czekało na ekipę remontową. To chyba najlepszy przykład na marnotrastwo.

Ale po kilku tygodniach zaniechano prac. Porzucono materiał, narzędzia. Plac budowy nie został w żaden sposób zabezpieczony, a to wszystko się działo przed klatką, w której mieszkają rodziny z małymi dziećmi.

Przerwa trwała kilka tygodni, dach został niby zabezpieczony folią.

A efekt tego zabezpieczenia? Budynek był kilka razy zalewany wodami opadowymi.

Ponieważ Walne Zgromadzenie się zbliżało, trzeba było też zakończyć remont – dekarze wzięli się żwawo do roboty.

Remont zakończył się 21 czerwca 2017 r., w dniu którym miało się odbyć WZ.

Przyjechała ekipa i zdemontowała rusztowania. Rusztowania „oplatały” budynek przez blisko 7 miesięcy, a sam remont trwał 3 miesiące. A to wszystko się działo na małej 9 lokalowej nieruchomości oddanej do użytku 22 lata temu.

Autor: Czarek Meszyński

Lubię to!(23)Nie lubię tego!(0)