Get Adobe Flash player

Szacher-Macher – Nr 32 (285)

Co łączy polskie spółdzielnie mieszkaniowe z komunizmem? Otóż mają ten sam mianownik – oparte są na szachrajstwie. Cała ideologia sowiecka była oparta na kłamstwie. Przewodnią myślą było CAŁA WŁADZA W RĘKACH LUDU, a jak było w rzeczywistości? Lud nie miał nic do powiedzenia, krajem rządziły jednostki, często o skłonnościach dyktatorskich: Stalin, Mao, Ceausescu, Castro, Pol Pot, Breżniew itd.

W XIX wieku Lord Acton słusznie stwierdził: ‚Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie.”

Pierwsze kłamstwo:  Demokracja jako fundament spółdzielczości.

Teoretycznie najwyższym organem w spółdzielni mieszkaniowej jest Walne Zgromadzenie członków, w praktyce zaś członkowie mają tyle do powiedzenia, co niegdyś lud pracujący miast i wsi to znaczy niewiele. W spółdzielniach mieszkaniowych utrzymywane są pozory demokracji, a w praktyce prezesi dysponują władzą nieograniczoną. Jak to jest możliwe?

Szacherka prawna umożliwiła taki stan rzeczy.

Za czasów Bolesława Bieruta ustanowiono sowieckie ograniczone prawo rzeczowe. Dla spółdzielcy oznaczało to, że musiał ponieść 100% kosztów budowy przypadających na jego lokal, a właścicielem lokalu nadal jest spółdzielnia, a on ma tylko prawo użytkowania lokalu.

To za panowania Bieruta i Gmułki odbierano ludziom własne mieszkania i przekształcano na spółdzielcze prawo do lokalu pod rygorem konfiskaty. Takie sowieckie prawo nadal obowiązuje w Polsce, a kolejne rządy je utwalają.

Drugie kłamstwo: własnościowe = własność. Jest to gra słów/terminów wprowadzająca lokatorów w błąd. Wydaje im się, że jak mają przydział na spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu to są jego właścicielami. Nic bardziej mylącego – właścicielem jest spółdzielnia, a oni są tylko uprawnieni do korzystania z lokalu. Pod koniec dekady Gierka w sklepach pojawił się wyrób czekoladopodobny, a od roku 1946 mamy własność-pozorną.

W spółdzielczych zasobach mieszkaniowych znajduje się 2 185 387 mieszkań.* Większość z nich to własnościowe. Pytanie, które należy sobie zadać: Jak to jest możliwe, że w kraju demokratycznym, w gospodarce wolnorynkowej jest tylu „Miłośników Bieruta” i dobrowolnie zrzekli się swoich praw właścicielskich. Odpowiedzi należy szukać w procesie transformacji społecznej jaka zaszła po pierwszej i drugiej wojnie światowej. Wówczas nastąpił exodus ludności wiejskiej do miast, a wraz z nim transfer zwyczajów, mentalności i myślenia chłopskiego.

Socjolog z Uniwersytetu Gdańskiego Arkadiusz Peisert w swej znakomitej książce „Spółdzielnie Mieszkaniowe: pomiędzy wspólnotą obywatelską a alienacją” wskazał na powszechny klientelizm w społeczeństwach pochodzenia chłopskiego.

„Więź patron – klient nie może stanowić podstawy do obdarowania się wzajemnym zaufaniem, ponieważ opiera się na podległości (…) – patron ma tendencję do wyzyskiwania klienta, klient zaś do uchylania się od zobowiązań.”

Ta relacja patron-chłop została przeniesiona do spółdzielni mieszkaniowej w postaci prezes-członek i całkowicie zaburzyła demokrację. Moje 22 letnie doświadczenie jako członka spółdzielni i członka rady nadzorczej oraz setki relacji spółdzielców z całej Polski potwierdzają występowanie podległościowej relacji patron/prezes-chłop/członek. W tych relacjach brak jest wzajemnego zaufania, stosunki zostały oparta na podejrzliwości, niechęci i wzajemnych oskarżeniach. Spółdzielnie mieszkaniowe nie przypominają obecnie wspólnoty obywatelskiej tylko patologiczny układ, gdzie mniejszość wykorzystuje ekonomicznie większość.

Trzecie kłamstwo: Majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków – tak stanowi prawo, ale Trybunał Konstytucyjny orzekł zupełnie coś innego: „Przepis ten nie pozbawia spółdzielni własności jej majątku i nie czyni spółdzielców współwłaścicielami w rozumieniu prawa cywilnego. Regulacja ta bowiem jedynie zalicza własność należącą do spółdzielni, jako osoby prywatnej, a nie spółdzielczej. Własność taka w rozumieniu przepisów prawa pozostaje jednak własnością cudzą, a jej przedmiot jest mieniem cudzym, także dla członków tej spółdzielni – K 60/13.”

Szczyt kazuistyki tj. w tym wypadku pokrętnego argumentowania stosowanego w celu uzasadnienia założonej z góry tezy.

Bo według sędziów TK majątek spółdzielni mieszkaniowej jest majątkiem osoby prywatnej, a nie spółdzielczej. To dlaczego mają w nazwie „spółdzielnia”? Zachodzi tu analogia do państw demokracji ludowej (satelitów Sowietów), te państwa też nic nie miały wspólnego z demokracją. Mamy tu również z drugim kuriozalnym ustaleniem sędziów TK. Dla członków majątek spółdzielni jest własnością cudzą. Podsumujmy: majątek spółdzielni jest własnością osoby prywatnej, a dla członków jest własnością cudzą. To kto jest właścicielem spółdzielni? Okazuje się, że nikt. Jest to majątek prywatny tylko nie ma właścicieli – w ten sposób powstał wirtualny prywatny majątek. W polskich warunkach jest to bardzo duży majątek – majątek bez właścicieli. I to jest największe prawne szachrajstwo po roku 1989 r.

Czwarte kłamstwo: spółdzielnia podlega demokratycznej i ustawowej kontroli. W praktyce spółdzielnie mieszkaniowe są pozbawione jakiejkolwiek kontroli. Rada nadzorcza wraz z komisją rewizyjną, ze względu na brak kompetencji jej członków jest kontrolą iluzoryczną. Kontrola korporacyjna dokonywana przez związki rewizyjne lub KRS jest kontrolą przyjacielsko-powierzchowną ze względu na warunki ekonomiczne: prezes płaci i wymaga dobrej tj. korzystnej dla zarządu lustracji bo inaczej „pogrozi palcem”, nie podpisze protokołu i zamówi następną lustrację gdzie indziej, a dociekliwy lustrator pozostanie bezrobotny, natomiast związek rewizyjny straci klienta. Państwowa kontrola również nie istnieje. Zgodnie z prawem właściwy minister może tylko żądać informacji i danych spółdzielni mieszkaniowej i nic więcej, a zatem prezesi ministra tylko informują, zresztą nie zawsze zgodnie ze stanem faktycznym.

Zarówno komunizm jak i polskie spółdzielnie mieszkaniowe oparte są na fałszywych podstawach, które umożliwiają szachrajstwo na wielką skalę. Coraz więcej spółdzielni przekształca się w udzielne księstwa, a prezesi w kniaziów/dyktatorów wyzyskujących finansowo spółdzielców. Prezesi dysponują nieograniczonym budżetem na prawników i mogą za pieniądze spółdzielców prowadzić kosztowne batalie sądowe przeciwko nim. Członkowie zniechęceni niemożnością dokonania jakichkolwiek zmian w swojej spółdzielni wycofują się na wewnętrzną emigrację, a ich majątek dryfuje w nieznanym kierunku.

Quo vadis polskie spółdzielnie mieszkaniowe? 

Autor: Czarek Meszyński

*GUS – Gospodarka Mieszkaniowa w 2015 r.- Informacje i opracowania statystyczne

Lubię to!(27)Nie lubię tego!(0)

Dodaj komentarz